Przejdź do treści

Usługa 02 · od 900 dolarów · 6–10 tygodni

Księgi parafialne wciąż tam są. W większości.

Między latami osiemdziesiątymi XVIII wieku a trzydziestymi XX każde urodzenie, każdy ślub i każdy zgon w Państwa rodzinie proboszcz wpisywał do oprawnej księgi. Te księgi przetrwały dwie wojny i jedną okupację nierównomiernie — ale tam, gdzie przetrwały, da się je czytać. To jest praca ich czytania.

Co Państwo dostają

Oprawione cyfrowe dossier: drzewo, dokumenty stojące za każdą jego gałęzią i wyjaśnienie prostym językiem, co dany zapis właściwie mówi — bo pisane są na przemian po łacinie, po niemiecku, po polsku i po cerkiewnosłowiańsku.

  • Akty urodzeń, ślubów i zgonów z ksiąg parafialnych, ze zdjęciami oryginalnych stron
  • Drzewo genealogiczne na cztery do sześciu pokoleń, gdzie każde twierdzenie opiera się na dokumencie
  • Transkrypcja i tłumaczenie każdego zapisu, łącznie z fragmentami trudno czytelnymi
  • Ślad emigracyjny: manifesty okrętowe, zapisy graniczne, dokumenty przyjazdu i naturalizacji
  • Poszukiwanie żyjących krewnych we wsi i w rejonie, prowadzone na miejscu
  • Pisemne sprawozdanie z tego, czego nie udało się znaleźć, i dlaczego

Jak to się robi

Najpierw księgi parafialne
Praca zaczyna się w rejestrach parafii, do której należała rodzina — w lwowskim archiwum historycznym, w archiwum obwodowym albo tam, dokąd księgi trafiły. Pokolenie po pokoleniu wstecz, a każde nazwisko potwierdza zapis, nie podobieństwo.
Potem dokumenty wokół nich
Mapy katastralne pokazują, czyj był który dom. Akta wojskowe i szkolne wyłapują tych, których księgi kościelne pominęły. Gdy linia przekracza wyznanie albo granicę, poszukiwanie idzie za nią w zasoby polskie lub austriackie.
Potem sama wieś
Ostatni etap nie dzieje się w archiwum. Jedziemy do wsi, pytamy w radzie i pukamy do drzwi. Nierzadko ktoś o Państwa nazwisku wciąż mieszka przy tej samej ulicy i nie wie o Państwa istnieniu.

Cena: od 900 dolarów — i co ją zmienia

  • Ile linii rodziny prześledzić — jedno nazwisko czy wszyscy czterej dziadkowie
  • Jak głęboko chcą Państwo sięgnąć: cztery pokolenia to rzecz zwykła, siedem to inna robota
  • Czy dokumenty leżą w jednym archiwum, czy są rozproszone po trzech krajach
  • Czy księgi parafialne zachowały się ciągle, czy mają luki, które trzeba obchodzić
  • Czy poszukiwanie żyjących krewnych ma być w zakresie

Zwykle dwanaście do dwudziestu godzin pracy archiwalnej w ciągu sześciu do dziesięciu tygodni. Większość spraw mieści się między 900 a 2 500 dolarów. Stałą cenę otrzymują Państwo pisemnie po bezpłatnej ocenie, płatność: połowa przy zleceniu, połowa przy odbiorze. Jeśli kwerenda przyniesie istotnie mniej niż obiecano, część wynagrodzenia wraca — to zapis umowy, nie nasza dobra wola.

Wszystkie ceny w jednym miejscu

To właściwy krok, jeśli

  • Wieś i parafia są już ustalone — przez nas albo przez Państwa
  • Chcą Państwo dokumentów i dat, a nie streszczenia: kopii oryginałów, ze wskazaniem źródeł
  • Liczą Państwo na odnalezienie krewnych, którzy jeszcze żyją
  • Potrzebne jest coś, co wnuk będzie mógł odziedziczyć i kontynuować

To zły krok, jeśli

  • Nie znają Państwo jeszcze wsi — proszę zacząć od raportu o wsi, jest tańszy i idzie pierwszy
  • Chodzi o interpretację DNA, a nie o dokumenty: pracujemy z papierem i mówimy to wprost

Pytania o kwerendę archiwalną

Ile kosztują poszukiwania genealogiczne na Ukrainie?

Od 900 dolarów, przy czym większość spraw mieści się między 900 a 2 500 w zależności od liczby linii rodziny, głębokości poszukiwań i rozproszenia archiwów. To zwykle dwanaście do dwudziestu godzin pracy archiwalnej przez sześć do dziesięciu tygodni, a stałą cenę mają Państwo przed startem.

Jak głęboko można realnie sięgnąć?

W Galicji rejestry parafialne sięgają zwykle lat osiemdziesiątych XVIII wieku, gdy administracja austriacka je usystematyzowała. Cztery do sześciu pokoleń to normalny wynik. Głębiej bywa możliwe tam, gdzie parafia prowadziła księgi dobrze i przetrwały, ale nikt uczciwy tego z góry nie obiecuje.

Moja rodzina była żydowska / polska / rzymskokatolicka. Pomogą Państwo?

Tak. Zapisy galicyjskie są uporządkowane według parafii i wyznań, a każda wspólnota prowadziła własne księgi — greckokatolicka, rzymskokatolicka, prawosławna i żydowska. Wiemy, które archiwum co przechowuje. Rodziny mieszane są tu normą, nie przeszkodą.

Jakie są szanse na odnalezienie żyjących krewnych?

To zbyt zmienne, by uczciwie podać liczbę. Tam, gdzie gałąź rodziny została w rejonie, często ich znajdujemy. Tam, gdzie wieś wysiedlono lub opustoszała, możemy nie znaleźć. Czego nie robimy nigdy — nie obiecujemy krewnych dla sprzedaży: prawdziwą ocenę dostają Państwo w pierwszej pisemnej odpowiedzi.

A jeśli w archiwach nic nie ma?

Wtedy tak właśnie powiemy — najlepiej już przy bezpłatnej ocenie, przed jakąkolwiek płatnością. Mniej więcej jedna sprawa na dziesięć na tym się kończy. Jeśli opłacona kwerenda trafia na nieoczekiwaną ścianę, umowa zwraca część wynagrodzenia, a my dokładnie nazywamy, które roczniki spłonęły i gdzie.

Zanim cokolwiek Państwo zlecą, proszę sprawdzić, co być może już mają: Siedem dokumentów, które wskazują wieś przodków

Reszta drabiny

Można zacząć od dowolnego szczebla i zatrzymać się po każdym.

Te księgi da się dziś czytać. Nie zawsze tak było i nie zawsze będzie.

Proszę przysłać nazwisko, wieś i wszystkie dokumenty, jakie Państwo mają. Odpowiadamy pisemnie w ciągu dwóch dni roboczych: co da się znaleźć i ile to kosztuje.