Przejdź do treści

Genealogia · filmowane wizyty · prywatne podróże z opieką

Odnajdź miejscowość, z której wyszedł Twój ród.
I stań na jej ziemi.

Jedni wyjechali stąd za ocean sto lat temu. Innych wywieziono stąd w latach 1944–1946 i nie pozwolono wrócić. W obu przypadkach zostało nazwisko, strzępek nazwy i granica. My odnajdujemy tę miejscowość — księgi metrykalne, dom, groby, czasem żyjących krewnych. A kiedy będziesz gotowy, sami Cię tam zawieziemy.

Masz nazwisko, granicę i miejscowość, której nazwy nikt już poprawnie nie zapisze. I trzy dobre powody, żeby się wahać.

„Czy to bezpieczne?”

Pracujemy wyłącznie w zachodnich obwodach, daleko od linii frontu. Każda podróż ma pisemny protokół bezpieczeństwa, ubezpieczenie obejmujące ryzyka wojenne i plan na każdą godzinę dnia. Przeczytaj protokół — jest jawny.

„Czy w ogóle coś znajdziecie?”

Mówimy, co da się znaleźć, zanim zapłacisz. Jeśli sprawa jest beznadziejna — archiwa spłonęły, księgi przepadły — piszemy to już w pierwszej odpowiedzi i nie bierzemy pieniędzy. Tak kończy się mniej więcej jedna sprawa na dziesięć.

„Kim właściwie jesteście?”

Nie agencją z call center. Małym zespołem na Ukrainie, prowadzonym przez osobę, której imię i twarz są na tej stronie. Kiedy piszesz, odpowiada założyciel. O założycielu →

Stulecie pomiędzy

Wyszli stąd raz. Miejscowość wciąż tam jest.

Black-and-white photograph, 1905: the immigrant landing station at Ellis Island seen from the water, ferries moored at the dock
Stacja imigracyjna, Nowy Jork, 1905

Jednych zabrały statki z Hamburga i Bremy — w 1905 roku stacja w porcie nowojorskim odprawiała pięć tysięcy osób dziennie, a wśród nich rodziny z Galicji z nazwą wsi zapisaną na skrawku papieru tak, jak ją usłyszał zmęczony urzędnik. Innych zabrały wagony w latach 1944–1946, z dwiema walizkami i bez prawa powrotu.

Te pocztówki wydrukowano w latach dwudziestych, gdy tamte miejscowości fotografowano po raz pierwszy. Wzgórza nie drgnęły. Kościoły i cerkwie w większości stoją. Droga, którą Twoja prababka szła do pociągu, wciąż jest drogą. To wszystko wciąż tam jest — i czeka, aż ktoś wróci i na to spojrzy.

Sepia postcard from the 1920s: the village of Torun in Zakarpattia — shingled roofs, a wooden church tower, field-striped hills
Toruń na Zakarpaciu, lata 20. XX w.

Cztery wejścia — zacznij od najmniejszego

Nie musisz od razu zamawiać podróży. Możesz zacząć od jednego pytania.

Usługa 01

Raport o miejscowości

Podajesz nazwisko i nazwę miejscowości w takim zapisie, jaki masz — z dokumentu repatriacyjnego, listu albo manifestu okrętowego. My ustalamy, o którą miejscowość chodzi, do której parafii należała i które archiwum przechowuje jej księgi.

2 tygodnieod 390 USD

Usługa 02

Poszukiwania archiwalne

Akty urodzeń, ślubów i zgonów z ksiąg metrykalnych. Drzewo genealogiczne na cztery–sześć pokoleń. Często — żyjący krewni, wciąż na miejscu.

6–10 tygodniod 900 USD

Usługa 03

Wirtualny powrót

Jedziemy tam za Ciebie i filmujemy wszystko: dom, kościół lub cerkiew, cmentarz, ludzi, którzy pamiętają Twoje nazwisko. Dostajesz film dokumentalny o własnej rodzinie.

4–8 tygodniod 1200 USD

Usługa 04

Podróż do domu

Przyjeżdżasz. Całą resztę bierzemy na siebie — od granicy albo Przemyśla aż po chwilę, gdy stoisz przed domem, z którego wyszła Twoja rodzina.

7–10 dniod 9000 USD · za parę
Wszystkie usługi szczegółowo

Ceny „od” — jawnie. Dokładną kwotę dla Twojej rodziny podajemy pisemnie po bezpłatnej ocenie — żadnych niespodzianek na końcu.

Jak płacisz

Nigdy nie wysyłasz całej kwoty z góry.

Poszukiwania
Połowa przy zamówieniu, połowa gdy praca jest gotowa.
Podróże
25%, żeby zarezerwować termin, 50% miesiąc przed wyjazdem — i ostatnie 25% dopiero, gdy jesteś w domu.
Jeśli znajdziemy mniej, niż obiecaliśmy
Ustalona część kwoty wraca do Ciebie. To zapisane w umowie, a nie zostawione naszej dobrej woli.

To samo pytanie warto zadać wszędzie indziej, gdzie pytasz o taką usługę.

Jeśli nie możesz pojechać

Pojedziemy tam za Ciebie — i przywieziemy Ci to na filmie.

Dom albo to, co z niego zostało. Kościół, w którym ochrzczono Twojego pradziadka. Uporządkowany cmentarz i kwiaty złożone w Twoim imieniu. Najstarsi mieszkańcy, zapytani przed kamerą, czy pamiętają Twoją rodzinę. I mała koperta ziemi z podwórka.

To, że nie możesz pojechać, nie znaczy, że nie możesz wrócić.

Kto odpowiada na Twoje listy

Mieszkam na Ukrainie. Jeżdżę do tych miejscowości.

Co miesiąc bywam we wsiach, z których sto lat temu ludzie wyjechali do Kanady, Stanów, Brazylii i Argentyny — i w miasteczkach, z których polskie rodziny wywieziono po wojnie. Najstarsi mieszkańcy, ci którzy jeszcze pamiętają tamte nazwiska, dobiegają dziewięćdziesiątki. Za dziesięć lat nie będzie już kogo pytać.

Dlatego robię to teraz, a nie kiedyś. Powiem Ci prawdę o tym, co da się znaleźć, zanim zapłacisz mi choćby grosz — a jeśli sprawa jest beznadziejna, powiem i to, i pieniędzy nie wezmę.

Więcej o mnie i o tym, jak pracuję →

O co pytają najpierw

Pytali — odpowiadamy.

Jeszcze dwadzieścia na pełnej stronie pytań.

Czy teraz można bezpiecznie jechać na Ukrainę?

Pracujemy wyłącznie w zachodnich obwodach — setki kilometrów od walk, w miastach i wsiach, gdzie toczy się zwykłe życie. To wciąż jednak kraj w stanie wojny i tak to traktujemy: pisemny protokół bezpieczeństwa, ubezpieczenie od ryzyk wojennych, poinstruowany kierowca i codzienna wiadomość do Twojej rodziny w domu. Cały protokół jest jawny na stronie „Bezpieczeństwo”.

Nazwa miejscowości w każdym dokumencie jest inna. Da się ją mimo to ustalić?

Prawie zawsze tak. Nazwy zapisywano ze słuchu w pisowni trzech państw, a po 1945 zmieniano je urzędowo. Zestawienie tych zniekształceń ze słownikami geograficznymi, mapami i strukturą parafii to dokładnie pierwsza rzecz, którą robimy. Po to jest Raport o miejscowości.

Moja rodzina była rzymskokatolicka. Czy to zmienia poszukiwania?

Nie utrudnia ich. Księgi na tych terenach prowadzono osobno dla parafii rzymskokatolickich, greckokatolickich, prawosławnych i gmin żydowskich — wiemy, które archiwa przechowują które, po obu stronach dzisiejszej granicy. Rodziny mieszane są tam normą, nie przeszkodą.

A jeśli nie znajdziecie zupełnie nic?

Jeśli uznamy sprawę za beznadziejną, mówimy to już w pierwszej odpowiedzi — przed jakąkolwiek płatnością. Jeśli płatne poszukiwania dadzą istotnie mniej, niż obiecaliśmy, część kwoty wraca. Dokładne warunki są na piśmie, zanim zaczniemy.

Zacznij od zapytania. To nic nie kosztuje.

Piszesz nam nazwisko i to, co wiesz. Odpowiadamy uczciwie: co da się znaleźć, czego się nie da i ile kosztowałoby to w Twoim przypadku. Bez opłat i bez zobowiązań.